W sobotę 6 maja o godzinie 7:59 na dworcu w Płaszowie rozpoczęłyśmy swoją przygodę z harcami samarytanek. Było nas łącznie dwadzieścia dwie osoby (w tym hm. Katarzyna Bieroń i pwd. Teresa Wąsowicz). Wiedziałyśmy tylko, że jedziemy w Beskid Makowski.

 

Okazało się, że dojechałyśmy do Stryszowa, gdzie zwiedziłyśmy zabytkowy dworek. Następnie, wraz z naszą przewodniczką hm. Katarzyną Bieroń, udałyśmy się na gorę Żar. Mogłyśmy tam zobaczyć ruiny zamku Barwałd. Kolejnym punktem naszej wędrówki było miejsce obozowe znajdujące się niedaleko wsi Wyręby. Kiedy rozkładałyśmy  namioty, zaczął padać deszcz. Jednak zaraz gdy zaczęło się przejaśniać, wzięłyśmy się za przygotowanie obiadu. Pomimo mokrego drewna udało nam się rozpalić ognisko i ugotować pyszne leczo.

Po posiłku przebrałyśmy się w mundury i udałyśmy się na ognisko. Niestety padało, jednak dla nas deszcz nie jest straszny. Ognisko, na którym zastanawiałyśmy się nad swoją wiarą, było świetne. Następnie poszłyśmy się umyć. Około godziny 22 wszystkie już spałyśmy, nie licząc wartowniczek.

Kolejny dzień rozpoczął się dla nas o godzinie 7:30. Wtedy miałyśmy czas na umycie się i poskładanie namiotów. Gdy już wszystkie byłyśmy gotowe, udałyśmy się do Kalwarii Zebrzydowskiej, aby uczestniczyć we Mszy Świętej, która rozpoczęła się o godzinie 11. Po zakończeniu Mszy, dowiedziałyśmy się trochę o historii tego miejsca, a także o zdobieniach występujących w Sanktuarium. Później poszłyśmy na stację Kalwaria Zebrzydowska Lanckorona, skąd o 14:30 ruszyłyśmy do Krakowa.

Wyjazd ten był wspaniałym przeżyciem. Pomimo deszczu i chwilowych trudności, każda z harcowniczek była bardzo szczęśliwa, że udało się nam pokonać swoje słabości i osiągnąć cel. Wszystkie zdobyłyśmy nowe doświadczenia m.in. dzięki temu, że mogłyśmy prowadzić inne druhny posługując się tylko mapą.

Dziękujemy wszystkim, którzy zajmowali się przygotowaniem tych harców i liczymy na to, że jeszcze kiedyś przeżyjemy wspólnie taką przygodę.

 

trop. Zuzanna Greń - 33 KDH Ognisko wśród skał


Postaram się planować biwaki gromady tak, aby dziewczynki faktycznie mogły doświadczyć piękna lasu.

Na harcach poczułam, że skoro można rozpalić ognisko z mokrego drewna, a potem to ognisko może przetrwać do rana to można sobie poradzić naprawdę z wieloma rzeczami.

Wyzwaniem była cała ta wędrówka. Nigdy nie myślałam, że wezmę w czymś takim udział, ale mimo trudności jestem bardzo szczęśliwa, że tam pojechałam.

W swojej drużynie będę bardziej zwracała uwagę na sposób pakowania plecaka.

Myślę, że wykorzystam podział zadań jaki tutaj miałyśmy. Było to bardzo praktycznie i przemyślane i każdy mógł się czuć za coś odpowiedzialny.

Nauczyłam się, że nawet po ogromnej ulewie może zostać żar i znów może zapłonąć ognisko.
Wyzwaniem było dla mnie spanie w hamaku oraz wieczorna kąpiel w lesie. Dowiedziałam się, że potrafię postawić na swoim mimo przeciwności losu.

O sobie nauczyłam się ile mi daje bycie harcerką, myślę, że niewiele osób byłoby w stanie ruszyć w Beskidy i spać w namiocie wiedząc, że ma padać i być zimno, i że nikt nie da im herbaty tylko będą musieli sami ją sobie ugotować na ognisku. Utwierdziłam się w przekonaniu, że harcerki to po prostu wspaniałe osoby, bardzo otwarte i pomocne. Rzadko mi się zdarza być w Beskidach i nie wiedziałam, jak tam jest pięknie!

Udział w harcach sprawił że znowu poczułam się jak harcerka i na nowo obudził we mnie miłość do harcerstwa. Myślę, że nie tylko w gromadzie ale też w innych środowiskach będę próbowała pokazać wszystkim że warto przełamywać swoje słabości.

Myślę, że największym wyzwaniem było zorganizowanie się, aby na pewno nic nie zgubić, wszystko zrobić dobrze, odpowiednio poprowadzić grupę, gdy była moja kolej. Wiadomo, wszystko utrudniały warunki atmosferyczne, ale wydaje mi się, że każda z nas sobie poradziła.